Ten artykuł piszę trochę mniej jako redaktorka Skvot Maga, a trochę bardziej jako absolwentka polonistyki, która dowiadując się o tym, że Olga Tokarczuk dostaje Nobla płakała na schodach przed domem, pisarka-do-szuflady, która od podstawówki wymyśla własne opowiadania oraz publikująca autorka fanfiction, dla której tworzenie alternatywnych światów ulubionych bohaterów to odskocznia od pełnej wad rzeczywistości.
O co właściwie chodzi?
W ostatnich dniach Internet obiegły relacje z poznańskiej konferencji Impact (na której pojawili się m.in. Justin Trudeau czy Amal Clooney), gdzie noblistka Olga Tokarczuk na jednym z paneli nie tylko przyznała się do używania sztucznej inteligencji w procesie pisania, ale wręcz entuzjastycznie tym chwaliła.

Jak możecie się domyślić, sytuacja spolaryzowała całą społeczność internetową. Są tacy, którzy w używaniu generatywnej sztucznej inteligencji przez twórczynię nie widzą niczego złego i nadal są jej oddanymi czytelnikami – z mojej obserwacji wynika, że są to raczej osoby starsze, statystyczni użytkownicy Facebooka (żeby nie powiedzieć ci, których tablice w socialach toną od grafik AI), ale oczywiście nie chcę generalizować. Pojawia się też znaczna grupa osób, które w zupełności potępiają działania Tokarczuk, głównie młodych twórców, którzy głośno wyrażają swoją niechęć do sztucznej inteligencji również przy innych okazjach z obawą jak to wpłynie na przyszłość branży czytelniczej. W zależności od tego, jakie treści podsyła Wam algorytm można znaleźć też grupę, która jest gdzieś pomiędzy i raczej stara się zracjonalizować tę sytuację, uznając, że trzeba się pogodzić z rosnącym udziałem AI w każdej sferze życia.

Kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć, czyli co w ogóle powiedziała Tokarczuk
Co konkretnie powiedziała Olga Tokarczuk, co wzbudziło tak szeroki wachlarz emocji internautów? W trakcie panelu pisarka poruszyła problem coraz mniejszego zainteresowania dłuższymi treściami przez współczesnych czytelników, z których wielu poznaje zakończenia jej powieści ze streszczeń. Ogłosiła również, że jej najbliższa książka będzie ostatnią, a później skupi się ona na krótszych formach.
Na panelu nie zabrakło również tematu wykorzystywania sztucznej inteligencji w tworzeniu:
❛❛
„Wbrew obawom uważam, że my, pisarze, z uwagi na specyfikę naszego rzemiosła, najszybciej i najściślej zwąchamy się z narzędziami pokroju AI. Nasze głowy, umysły literackie działają w zupełnie inny sposób; ich praca opiera się na szerokim, bardzo rozległym obwodowym i asocjacyjnym kojarzeniu faktów, co skrajnie różni się od wąskiego, bardzo ukierunkowanego tunelowego myślenia akademików.”
Myślę, że takie słowa, wręcz umniejszające osobom piszącym, z ust noblistki – docenionej najważniejszym na świecie wyróżnieniem za swoją twórczość, wybrzmiewają jeszcze silniej niż gdyby wypowiedział je ktoś inny. W eufemistyczny sposób ponad ludzką wyobraźnię uznaje ona wyższość generatywnej sztucznej inteligencji, bazującej na materiałach tworzonych przez ludzi i będącej tylko skutkiem ubocznym tej samej wyobraźni, którą tak bardzo deprecjonuje w swojej wypowiedzi.

Później było tylko gorzej. Noblistka przyznała, że sama korzysta z AI i jest wręcz zaskoczona, jak nieskończone są horyzonty wykupionej przez niej najbardziej zaawansowanej wersji jednego z modeli językowych. W słowach, gdzie ponownie negatywnie wyraża się o literaturze i jej twórcach, zdradza też, że rozmowy z AI zaczyna od słowa „kochana”:
❛❛
„Często wprost rzucam maszynie pomysł do analizy z prośbą: „kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?". Mimo że wiem o halucynacjach i licznych błędach rzeczowych algorytmów na polu ścisłej ekonomii i twardych danych, muszę oddać to, że w płynnej literackiej fikcji ta technologia stanowi atut o niewiarygodnych wprost proporcjach.”
To właśnie te słowa najbardziej poruszyły krytyków postawy Tokarczuk. Pomijając samą kwestię używania sztucznej inteligencji, to, w jaki sposób się ona o niej wypowiada, a szczególnie w jaki sposób się do niej zwraca, jest wręcz niepokojący. Trzeba mieć świadomość, że skracanie dystansu w poleceniach pisanych do modelu językowego świadczy o tym, że relacja zaczyna nabierać charakteru emocjonalnego, a nie czysto narzędziowego i jednocześnie sprawia, że model odpowiada podobnym tonem, pogłębiając poczucie więzi. Powstaje coraz więcej badań na temat tego, jakie ma to skutki i jak szczególnie dotyka osoby w kryzysie, wrażliwe, samotne czy w spektrum autyzmu.

Upadek autorytetów
Jak już wspomniałam, wypowiedzi noblistki najbardziej dotknęły młodych twórców i czytelników, dla których sztuka AI jest zaprzeczeniem wszystkiego, czym prawdziwa sztuka powinna się charakteryzować. W wielu głowach, także mojej, pojawiło się pytanie, którym zatytułowałam mój tekst: „jeżeli nawet noblistka używa AI, to czemu ja mam tego nie robić?” Jeżeli twórczyni najwyższej klasy, na naszych oczach pisząca powieści, które przejdą do historii literatury (z samego faktu otrzymania Nagrody Nobla, ale przede wszystkim z wielu stricte literackich powodów), pyta sztucznej inteligencji, jak może rozwinąć temat i sugeruje się odpowiedziami czatu (które przypominam, bazują na istniejących materiałach, stworzonych przez ludzi), to dlaczego ja, pisarka przed debiutem, miałaby tego nie robić? Przecież sama Olga Tokarczuk powiedziała, że moje ograniczone myślenie jest niczym w porównaniu do niekończących się granic jej modelu językowego w najwyższej wersji. Dlaczego mam spędzać godziny, dni, miesiące i lata na pisaniu czegoś, co czat może mi wygenerować w sekundy?

Tylko, że dla mnie pisanie to coś więcej niż dążenie do gotowego produktu. Co więcej, ja bardzo często do niego nie docieram. 1% historii, które rodzą mi się w głowie albo nawet zostaną przelane na papier trafia gdziekolwiek w skończonej formie. Kojarzy mi się to z tym nadużywanym cytatem o życiu, że chodzi tu o drogę, a nie cel. Ale trochę tak jest. Oczywiście, opublikowanie swojego opowiadania, czytanie komentarzy i dostawanie kudosów (like’ów) nawet miesiące i lata po publikacji, sprawia, że można pomyśleć „dlatego to robię”. Ale nic nie równa się uczuciu, jak kładę się spać, a w zaśnięciu pomaga mi wymyślanie kolejnej sceny do opowiadania, którego nawet jeszcze nie zapisałam. Ekscytacja, która towarzyszy procesowi tworzenia to coś, co ja odczuwam jak dosłownie wdychanie tlenu premium. Dla mnie jest to coś, o czym z ręką na sercu mogę powiedzieć, że dla takich momentów żyję. Jest mało książek, które wywołały we mnie takie uczucia, jakie wywołują we mnie własne opowiadania, podążanie za bohaterami, których sama stworzyłam, patrzenie na to, jak po trudnych doświadczeniach w końcu stają się szczęśliwi (od razu spieszę z komentarzem, że piszę tzw. romanse HEA, czyli happily ever after). To, że mogę i potrafię przelać na papier wyobrażenia ze swojej głowy to dla mnie przywilej, którego nie odda żadna droga na skróty.
W głowie siedzi mi gorzki wniosek z tej całej sytuacji: w końcu chyba przyszedł czas na porzucenie autorytetów. Odrzucenie idealizowania twórców. Zrezygnowanie ze stawiania kogoś jako wzoru. Oczywiście, inspirowanie się kimś, które niesie za sobą pozytywne skutki i motywuje nas do działania jest dobre, ale stawanie z kimś na piedestale, na którym go umieściliśmy, a później upadek z niego, w sytuacjach takich jak ta, jest dość bolesny i wymaga aktualizacji swoich przekonań.

AI w literaturze vs. AI w nauce
Po wylaniu swojego serca w tym tekście, nie chciałabym poświęcać tej kwestii dużego fragmentu, szczególnie, że moja wiedza jest tu ograniczona, ale nie chciałabym też go pomijać. Wielu przeciwników używania AI w sztuce jest świadoma tego, jak ważnym narzędziem jest obecnie AI we wszystkich dziedzinach nauki. W niektórych przypadkach AI wręcz pozwala na uzyskanie lepszych wyników i przekraczanie granic, które dla ludzkich sił byłby nieosiągalne.
Jednak trzeba zrozumieć różnicę pomiędzy generowaniem sztuki, a generowaniem niezbędnych dla doświadczeń elementów lub generowaniem analizy wyników itd. Dyskusję w tym temacie podjął Konrad Skotnicki (@doktor_z_tiktoka) i choć sama dość dobitniej wyrażam swoją opinię w tym tekście, to ciekawe jest zapoznanie się z punktem widzenia osoby, która na co dzień zgłębia naukę, a także przeczytanie komentarzy pod filmem, które również zawierają ciekawe przemyślenia.
Odpowiedź (nie) na miarę Nobla
Aby czuć, że poruszyłam każdy element tej sytuacji w moim tekście, poniżej zamieszczam wpis Olgi Tokarczuk, w którym odnosi się do swoich słów oraz dyskusji nad nimi. Pozwólcie jednak, że się do nich nie odniosę, bo nadal trzymam się swoich przemyśleń zawartych w akapitach powyżej, a walkę z wiatrakami pozostawiam Don Kichotowi.