Jak Emmę, postać graną przez Zendayę w głośnej „Dramie”, poderwał Charlie (w tej roli Robert Pattinson)? Na książkę. I być może to trik stary jak świat, ale w oceanie smartfonów – dość nietypowy. A przy tym idealnie wpisujący się w aktualne trendy, bo tak, czytanie stało się trendem.

Dua Lipa rozmawiająca z Olgą Tokarczuk. Reese Witherspoon i jej potężny biznes kupowania praw do ekranizacji powieści, ukrywający się pod niewinną nazwą Reese’s Book Club. Iga Świątek polecająca japońskie tytuły. I mogłabym tak wymieniać w nieskończoność, bo po kilku minutach na Instagramie naprawdę ma się wrażenie, że czytają absolutnie wszyscy. I to czytają niemało.
A jak to się ma do rzeczywistości? Cóż, według raportu Biblioteki Narodowej w Polsce stan czytelnictwa utrzymuje się na stabilnym poziomie. W ubiegłym roku co najmniej jedną książkę przeczytało 41% badanych, a największe zainteresowanie literaturą wykazała grupa 15-18 lat. Być może więc to nie do końca tak, że nagle wszyscy Polacy czytają więcej. Ale Ci, którzy już po książki sięgają – chętniej pozują z nimi online. Książka bowiem stała się pewnego rodzaju atrybutem osoby na czasie, wykształconej, poinformowanej. Oczywiście, stąd już o krok do intelektualnego snobizmu, ale moda na czytanie jest jednak bardziej złożona.

Modne jest przecież nie tylko czytanie samo w sobie, ale też czytanie kolektywne. Zamiast zamykać się z książką w pokoju, wychodzimy z nią na przykład na przeżywające renesans kluby książki. Sama dwa lata temu zaczęłam spotykać się z przyjaciółkami, by luźno podyskutować o wybranym przez jedną z nas tytule. Teraz organizuję już 11 edycję wrocławskiego klubu książki, którym przypadkiem wpisałam się w szerszy trend, łącząc społeczność, dyskusję oraz kulinarne doświadczenie (poprzez menu inspirowane daną pozycją). Zapotrzebowanie na takie wydarzenia przerosło moje oczekiwania. Wśród uczestniczek są oczywiście osoby, które już czytają dużo, ale sporo mówi, że to właśnie nasze spotkania mobilizują je do tego, by po książkę sięgać częściej. A przy tym – nawiązują nowe znajomości i z dość samotnego, czytelniczego świata przenoszą się do świata lokalnych społeczności.

To ta potrzeba bycia i dyskusji z drugim człowiekiem napędza takie inicjatywy. Nawet jeżeli to dyskusja na BookToku, który przecież znacznie przyczynił się do wzrostu popularności czytania wśród nastolatków. I nawet, jeżeli te tiktokowe dyskusje są nieco spłycone, ograniczone formą, a ich przedmiotem staje się raczej romantasy, a nie literatura piękna – to czy powinniśmy się tym martwić? Snobowanie się na Dostojewskiego może dobrze wygląda w intelektualnej bańce, ale nie na Dostojewskim świat się kończy. Każda książka może nam coś dać, nawet jeżeli ostatecznie to tylko chwila przyjemności. Jest to jednak przyjemność offline.

I chyba właśnie doszliśmy tu do sedna. Turecko-brytyjska pisarka Elif Shafak powiedziała w jednym z wywiadów, że w obliczu tego, jak wygląda współczesny świat, jak szybki, zagmatwany i wyczerpujący jest, potrzebujemy naprawdę zwolnić i powrócić do starożytnej sztuki opowiadania historii. A to umożliwiają nam właśnie książki. Zwrot ku analogowym formom spędzania czasu to więc nie tylko trend, a konieczność. Digitalowy wagonik pędzi bowiem tak szybko, że choć czasem musimy z niego wysiąść, by nie dostać mdłości. Skupienie się na kilku stronach książki to naprawdę łatwo dostępna, choć momentami wymagająca odtrutka.